fbpx

Jak zapamiętam Kobe Bryanta

Koby Bryant zginął w wypadku helikoptera. 

Ciężko było mi napisać to zdanie. Nawet jak teraz na nie patrzę, to wydaje się ono nierealne. Mimo, że katastrofę potwierdziły wszystkie media i służby, dalej nie do końca potrafię w to uwierzyć, bo ludzie tacy jak on po prostu nie umierają. Przynajmniej nie w ten sposób, nie ot tak, w katastrofie lotniczej. Oczywiście nigdy nie miałem okazji poznać go osobiście, ale wiadomość o jego śmierci wstrząsnęła mną tak, jakbym go znał od piaskownicy. Nie zginęła gwiazda koszykówki, czy celebryta, tylko z jakiegoś irracjonalnego powodu ktoś bardzo mi bliski. Wiem, że takie odczucia podzielają miliony fanów koszykówki na całym świecie, którzy tak tak ja dostrzegali jego geniusz. Był najbardziej zbliżoną kopią Jordana, jaka biegała po parkietach NBA. Był jedną z najbardziej charyzmatycznych osobowości w sporcie, do tego stopnia, że nie było mi wstyd, gdy w wieku 21 lat kupiłem sobie pościel z jego wizerunkiem. Gdy rozgrywał ostatni mecz w swojej karierze, wstałem w środku nocy, by być świadkiem tego wydarzenia i zobaczyć jak na pożegnanie z NBA rzuca 60 punktów. Nie miało znaczenia to, że w tym samym czasie Golden State Warriors przechodzili do historii, wygrywając 73. mecz w sezonie, poprawiając rekord legendarnych Chicago Bulls. 

Koszykówka to więcej niż sport, choć dla wielu osób, niezwiązanych z tą dyscypliną to po prostu gra, w której dwie pięcioosobowe drużyny rzucają piłkę do kosza. Dla fanów basketu, to metafora życia, skarbnica ciekawych historii i inspiracji. Wszystko co dzieje się na parkiecie, czy w sali treningowej, można odnieść do swojego życia, nawet jeśli jesteśmy księgowymi, nauczycielami, czy studentami ochrony środowiska. Kobe może być dla nas autorytetem, czy nauczycielem nawet jeśli nigdy nie trzymaliśmy piłki koszykarskiej w rękach. Pod wieloma względami był wzorcem do naśladowania, a swoim przykładem pokazał milionom ludzi jak w pełni angażować się w to co się robi. „Ciężka praca” to trochę wyświechtane sformułowanie, ale w jego przypadku nie jest stosowane na wyrost. Pod tym względem przewyższał całą ligę. Trenował o czwartej rano. Wracał na salę kilka dni po zdobyciu mistrzostwa NBA, gdy inni koledzy dalej świętowali. Dbał o każdy szczegół w swoim rzemiośle i dokładał kolejne zagrania do swojego repertuaru. Potrafił grać pomimo kontuzji i bólu, a po tym jak zerwał ścięgno Achillesa najpierw oddał (i trafił) dwa rzuty wolne, zanim o własnych siłach zszedł z parkietu.  

To, że takie podejście można stosować w życiu każdego z nas, udowodnił sam Kobe, gdy przeszedł na emeryturę. Tę samą energię i to samo zaangażowanie, które wkładał w ćwiczenie kolejnego elementu gry, tym razem aplikował w zupełnie inną dziedzinę – opowiadanie historii. Napisał książkę dla dzieci, która miała inspirować generację młodych sportowców, a jego film animowany „Dear Basketball” zdobył w 2018 roku Oskara. Wszystko wskazywało na to, że dopiero się rozkręca i być może osiągnie poza parkietem więcej, niż podczas swojej sportowej kariery. 

Najtrudniejsze w przetrawieniu całej tej katastrofy jest fakt, że na pokładzie helikoptera była też 13-letnia Gianna, jedna z czterech córek Kobe’ego. Razem lecieli na turniej koszykarski, w którym ona miała zagrać, a on miał trenować jej drużynę. Gdy widziało się pasję i ogień w jej oczach, to trudno było oprzeć się wrażeniu, że miała geny taty. Ta sama mentalność, to samo pragnienie dążenia do doskonałości, ta sama etyka pracy. 

Bycie tatą jest prawdopodobnie największym osiągnięciem byłego zawodnika Lakers i pięciokrotnego mistrza NBA. Szkoda tylko, że rodzicem na pełen etat mógł być tylko przez cztery lata, od 2016 roku, gdy zakończył karierę. Odkąd sam zostałem ojcem, patrzę na niego mniej pod kątem zdobywanych trofeów, a bardziej pod kątem relacji jaką zbudował ze swoimi dziećmi. Nigdy nie będę MVP finałów. Ba, nigdy nie zagram nawet sekundy w NBA, ale mogę tak jak on rozbudzić w córce pasję i sprawić, by była możliwie najlepszą wersją siebie. 

I tak sobie myślę, że właśnie o takie „legacy” mu chodziło, tak chciałby być zapamiętany. Jako dobry i troskliwy ojciec, który inspiruje w pierwszej kolejności swoje dzieci, ale też miliony ludzi na świecie, i pokazuje co można osiągnąć jeśli w swoim życiu będziemy kierować się pasją i pracowitością. 

Dziś jest smutny dzień dla wszystkich ludzi związanych ze sportem, ale to co możemy zrobić, by wyrazić szacunek i złożyć hołd dla #8 #24, to przytulić swoich najbliższych, poświęcić im swój czas i zrobić w pracy, domu, czy szkole więcej niż od nas się wymaga. 

Leave a Comment

Get Exclusive Content

Sign up and we’ll send you great content!