Ile jesteś w stanie poświęcić?

Na moim pierwszym maratonie wyprzedzały mnie rodziny z dziećmi i kółko różańcowe, które szło na 11 do kościoła. Tę przysłowiową, biegową „ścianę” potraktowałem dosłownie i po prostu się na niej zatrzymałem. Tylko fakt, że nie wiedziałem jak to logistycznie wygląda z wycofaniem się z wyścigu, powstrzymywał mnie przed wycofaniem się z wyścigu.

Gdy „pędziłem” na ostatnim kilometrze, jeden z turystów zapytał mnie, którędy na Wawel, bo myślał, że po prostu spaceruję sobie po mieście.

No dobra, może nie było tak do końca, ale wiecie o co mi chodzi. Poszło mi kiepsko. Biegałem wolno –  tak wolno, że wolniej już nie wolno. W miarę przyzwoity czas poniżej 4 godzin zawdzięczałem tylko i wyłącznie wytrzymałościowym genom taty.

Przewijając 11 lat do przodu, dziś biegam 10km w 34:25, półmaraton w 1:17, a gdybym zdecydował się na pełny, to pewnie i 2:40 nie byłoby poza zasięgiem. Przez długi czas wydawało mi się, że nie da się złamać godziny na 15km, a dziś biegam szybciej na treningach. Nie piszę tego, by się chwalić (choć też), tylko po to, by pokazać Wam, że macie jeszcze ogromne rezerwy. Nie tylko w sporcie, ale w każdym elemencie życia. Pod jednym tylko warunkiem – że naprawdę chcecie się rozwijać i nie boicie się ciężkiej pracy. Bo praca to klucz. Jest to oczywista oczywistość, a często się o niej zapomina.

Gdy stajemy na starcie wyścigu to myślimy, że ci, którzy biegają szybciej, są tacy szybcy, bo tak po prostu mają, bo lubią biegać i biegają dużo. Ich życie pewnie jest prostsze, nie mają tylu stresów, kredytów i czasochłonnej rodziny. Nie myślimy o tym, że często wstają o 5 rano, by zrobić trening, że biegają w zimnie, deszczu, czy co gorsza, na urlopie. A oni przecież poświęcają wiele, by się doskonalić i mają więcej momentów kryzysowych niż większości się wydaje. To co odróżnia szybkich od nie szybkich, jest motywacja i priorytety.

Szybcy są wściekli, gdy nie wyjdą na trening, bo trening to dla nich rzecz ważna. Często nieprzyjemna, ale ważna. Tak układają sobie dzień, by można było tę godzinkę czy półtorej gdzieś wstawić. Albo ją z grafiku wyszarpać.

Właściwa motywacja stoi natomiast za tym, że szybcy nie dają się pokonać największemu wrogowi rozwoju, czyli lenistwu. Dzięki niej wychodzimy z domu, gdy pada, gdy wydaje się nam, że ta motywacja spada, diabełek się za nami zakrada, ale my go kopiemy w zada i potem czujemy się na wyścigu tak, jakby trasa to była autostrada. Dzięki motywacji robimy rzeczy dodatkowe, ponadprzeciętne, jak wstawianie niepotrzebnych rymów do tekstu.

I teraz (co tam teraz, na samym początku tekstu) pewnie spora część z Was sobie pomyśli – no dobra, ale ja w ogóle nie chcę biegać. Nienawidzę tego i nigdy nie będzie to dla mnie ani priorytet, ani źródło motywacji. I spoko, nie musi. Chodzi tylko o to, by stosować te reguły w swoim codziennym życiu. By mieć coś, w czym chcemy się rozwijać i w czym chcemy dążyć do doskonałości. Może to być praca, może to być hobby, może to być budowanie relacji z kimś, może to być życie duchowe. Chodzi o to, by nie zazdrościć innym tego, gdzie są, bo nie widzimy, jaką oni włożyli w to pracę i ile poświęcili. Chodzi o to, byśmy nie stali w miejscu i byśmy czuli satysfakcję ze swoich postępów. Chodzi o to, by nie godzić się na przeciętność, przynajmniej w jednej, ważnej dla nas dziedzinie życia.

 

Leave a Comment

Get Exclusive Content

Sign up and we’ll send you great content!