fbpx

Jak biegać rano?

Leczenie kanałowe zębów, blok reklamowy pod koniec filmu na Polsacie, zimny sedes – gdzieś w tym towarzystwie sytuuje się u mnie bieganie przed śniadaniem. Nie jestem fanem, choć przez ostatnie tygodnie byłem do tego zmuszony, DZIEŃ W DZIEŃ! Opowiem Wam jak sobie z tym radziłem. 

Nie jestem ani porannym skowronkiem, ani nocnym markiem. Plasuję się raczej gdzieś po środku, więc najbardziej produktywnym momentem dnia jest dla mnie czas w okolicach 12:27. Wtedy najchętniej robię treningi, ale będąc na wyjeździe służbowym musiałem się dostosować do warunków. To co działało na moją korzyść to pogoda – w Hiszpanii o 6-7 rano we wrześniu temperatura jest idealna do aktywności – 15-20 stopni. To co utrudniało mi zadanie była wysokość geograficzna, na jakiej znajduje się Półwysep Iberyjski. O szóstej, a nawet siódmej rano wciąż jest tam środek nocy, więc odsłonienie zasłon w pokoju niewiele dawało. Jedyne co może wtedy pomóc to solidny budzik i nastawienie robota. 

Z budzikiem nie można negocjować. Jeszcze nikt tych negocjacji nie wygrał. Trzeba się mu poddać i wstać za pierwszym razem. Jeśli się tego nie zrobi, to każda kolejna drzemka będzie oddalała nas od wczesnego wstania. Do tego przydaje się właśnie psychika robota, który od razu reaguje na zadane mu polecenie. Biegacze muszą się trochę taką psychiką charakteryzować, bo zbyt długie rozmyślanie i analiza przydatności nadchodzącego treningu bardziej przeszkadza niż pomaga. Tym bardziej jest to istotne w momencie, gdy alternatywą męczarni i potu jest sen i wygodne łóżko. Co zrobić, życie sportowca amatora jest często nieprzyjemne i nie fair, ale korzyści są przynajmniej widoczne. 

Gdy włączy się zatem budzik, od razu go wyłączam i wstaję, bez zastanawiania. Krótka wizyta w ubikacji, założenie ubrania biegowego, kilka łyków wody i wychodzę. Staram się nie użalać zbytnio nad sobą, tylko skupiać na najbliższym kilometrze. Pierwszy może być spokojny, taki na rozbudzenie. Na drugim noga zaczyna się rozkręcać, na trzecim powoli wchodzę w rytm, a na czwartym już nie pamiętam o co było tyle krzyku. Pierwszy i drugi dzień jest niełatwy, bo organizm domaga się jedzenia po przebudzeniu, ale potem się przyzwyczaja i głodnieje dopiero po powrocie. Zgodnie z zaleceniami trenerów, przed szybszymi akcentami powinno się jednak coś zjeść, jakiegoś banana przynajmniej. Kiedyś przestrzegałem tych zaleceń, ale z czasem przestałem czuć taką potrzebę. Da się biegać na czczo, nawet szybko. W moim przypadku przynajmniej. Tylko bez wody byłoby trudno. Biegałem tak treningi szybkościowe, tempowe i ponad 20-kilometrowe rozbiegania. Nie czułem potem większego zmęczenia. 

Gdy skończy się poranny trening przed otwarciem osiedlowego spożywczaka, satysfakcja jest ogromna. Nie tylko dlatego, że bieganie odhaczone i można skupić się już na życiu (choć w dużej mierze też!), ale też dlatego, że tak rozbudzone ciało jest w moim odczuciu bardziej efektywne przez resztę dnia. Człowiek czuje się lepiej, myśli trzeźwiej i pracuje skuteczniej. 

No i podobno tłuchol szybciej schodzi wtedy z brzucha. 

Photo:

Andreas Zieroth

Leave a Comment

Get Exclusive Content

Sign up and we’ll send you great content!