fbpx

Nie oceniaj sportowca po zmęczeniu

Po ostatnim moim półmaratonie miałem bardzo nieprzyjemne spotkanie z jednym z biegaczy. Znalazł mnie gdzieś na mecie i wyzwał od #$%@$#% i @#%#$%, a potem jeszcze @$^^&#@, za to, że wpadłem na niego na moim 19., a jego 9.kilometrze i nie przeprosiłem. Nie miałem siły, żeby z nim dyskutować, ale zmotywował mnie do tego, żeby napisać o ciężkim żywocie sportowca, który podchodzi do tego co robi poważnie i wkłada w to całe serce, płuca, nogi i czas. 

Amatorzy startujący w zawodach robią to z różnych powodów. Jedni dla zabawy, jedni dla zdrowia, inni po to, żeby się pościgać. Ja sam siebie zaliczam do tej trzeciej grupy. Dla mnie sport to praca nad sobą i swoją sprawnością, ale też bardzo ważnym jego aspektem jest dla mnie rywalizacja. Z resztą definicja sportu mocno tę rywalizację podkreśla.

Jeśli zatem startuję, to na serio. Moje ulubione wyścigi to takie, w których na mecie padam ze zmęczenia i przez kilka dobrych chwil dochodzę do siebie, przypominam swoje nazwisko i zastanawiam się, czemu dookoła stoi tyle ludzi rozdających za darmo wodę. Uwielbiam to uczucie, gdy się rozpędzam, czuję, że biegnę na limicie swoich możliwości, tracę trochę świadomość i kontakt z rzeczywistością. Organizm jest na skraju wyczerpania, ale nogi nic sobie z tego nie robią i szybko stawiają kolejne kroki. Moje doświadczenie podpowiada mi, że takie podejście do biegania podziela raczej niewielki procent biegaczy. Zdecydowana większość biega dla rozrywki i medalu, nie rozumiejąc do końca takiego czysto sportowego podejścia. Nie zdają sobie też sprawy jak intensywnie cierpimy (nie tylko na zawodach, ale przede wszystkim na treningach), jak ciężko pracujemy, żeby biegać szybciej i jak potem jeden detal decyduje o tym, czy skończymy na podium, czy wypadniemy z rytmu, a potem z czołówki. Margines błędu na pewnym poziomie jest bardzo niewielki. Jeden łyk wody, jeden za szybko lub za wolno przebiegnięty kilometr, jedno niepotrzebne przyspieszenie – wszystko to może bardzo dużo kosztować. Ci którzy nie biegną po wynik nie mają tego problemu. 

Na 19.kilometrze byłem w tym swoim własnym, bolącym świecie. Średnio widziałem co się dzieje dookoła mnie. Wiedziałem tylko, że dogoniłem tłum biegaczy, który wybrał krótszy dystans 10 kilometrów. Wpadliśmy na ostatni punkt odżywczy, więc zrobiło się wąsko. Po bokach stali ludzie z kubkami z wodą, a przede mną truchtały dwie osoby. Między nimi było może pół metra przerwy, ciasno. W takich momentach człowiek szuka najkrótszej linii biegu i oszczędza każdą kalorię, by nie robić niepotrzebnych zygzaków, więc wbiłem się między tę dwójkę. Nie miałem innej opcji – tak przynajmniej przy moim skrajnym wyczerpaniu – mi się wydawało. 

Pewnie trochę ich to zszokowało, może przestraszyło. Dziewczyna z lewej nawet krzyknęła „ała”, ale nic poza lekkim szturchnięciem jej oraz biegaczowi z prawej nie zrobiłem. W takich momentach, gdy człowiek jest tak wyczerpany jak przedszkolanka na wycieczce do ZOO i walczy o pierwszą piątkę na mecie, nie myśli się o uprzejmościach. Nie ma się nawet siły, by cokolwiek powiedzieć, czy się obrócić. Kontynuowałem zatem swój szturm na metę, z odrobiną bezpłatnej energii, którą dostałem po tym podnoszącym adrenalinę incydencie. 

Po biegu człowiek „z prawej” mnie wyszukał, a resztę znacie. 

Nie było sensu wchodzić z nim w jakąkolwiek dyskusję, bo trudno się rozmawia z kimś, kto ewidentnie nie rozumie drugiej strony. Wiem, że każdy na trasie cierpi i że nikt nie wybiera się na bieg jak na plażę. Tylko różnica między tymi, którzy biegną po wynik, a tymi którzy biegną po dobry humor jest taka, że ci pierwsi padają na mecie jak prowadzący 1:0 Włosi w doliczonym czasie gry. 

Ludzie lubią oceniać sportowców, wydawać wyroki lub się z nich śmiać zupełnie nie zdając sobie sprawy, czym dla nich sport jest. Gdy Cristiano Ronaldo płacze po przegranym meczu finałowym uwielbiamy robić memy i nabijać się z jego reakcji. Nie myślimy o tym, przez co on przeszedł, by dojść do miejsca, w którym jest. Nie rozumiemy jak bardzo ten puchar był dla niego ważny i jak wiele włożył pracy, by go zdobyć. Gdy kilka dni temu Miguel Angel Lopez został przewrócony na podjeździe w Giro d’Italia przez jednego z nieodpowiedzialnych kibiców, zdzielił go po głowie i część kibiców zaczęła wydawać wyroki. Że jako sportowiec powinien umieć się opanować i utrzymać nerwy na wodzy. Ci ludzie nie zdają sobie sprawy, w jakim stanie fizycznym i psychicznym znajduje się człowiek pod koniec wyścigu kolarskiego. 

Starajmy się zatem nie oceniać sportowców, którzy pod wpływem zmęczenia i emocji związanych z rywalizacją robią czasami coś co na pierwszy rzut oka wydaję się nieco kontrowersyjne. W czasie zmagań sportowiec to często zupełnie inny człowiek niż na co dzień i podczas wysiłku wyłącza wszystkie niepotrzebne w danym momencie funkcje, które w normalnym życiu odpowiedzialne są za budowanie relacji. Skupia się on wtedy tylko na jednym, na ograniu rywala. 

Tak długo jak sami nie doświadczymy tych ekstremalnych emocji, tak długo nie powinniśmy za nie krytykować. 

Photo:  Australian Paralympic Committee/Sport the library

Leave a Comment

Get Exclusive Content

Sign up and we’ll send you great content!