fbpx

Nie sprowadzaj marzyciela na ziemię

Niedawno Nike wypuściło nową reklamę, w której narratorem jest były futbolista amerykański, Colin Kaepernick. Były, gdyż padł ofiarą swojego protestu w lidze NFL. Sprzeciwiał się dyskryminacji rasowej w USA, klęcząc w czasie amerykańskiego hymnu odgrywanego przed meczami. Zachowanie to nie spodobało się części ligi oraz społeczeństwa i później żadna z drużyn nie chciała ryzykować podpisania z nim kontraktu.

Hasłem przewodnim tej reklamy jest „Believe in something even if it means sacrificing everything”. I pada tam kilka mocno inspirujących sformułowań – „nie staraj się być najlepszą zawodniczką na świecie – postaraj się być najlepszym sportowcem w historii” (ujęcie na Serenę Williams), albo „nie staraj się być najlepszym koszykarzem wszech-czasów, zrób coś co wykracza poza sport” (ujęcie LeBrona Jamesa otwierającego swoją własną, ale publiczną szkołę w rodzinnym Akron). Bardzo chciałbym wyrobić również u siebie takie nastawienie.

Rozmawiając ze swoimi znajomymi, rówieśnikami, zauważyłem, że jesteśmy raczej wychowywani w takim przeświadczeniu, że najważniejsze to stabilność. Przeciętna, ale stabilność. Nikt nam nie mówi, że stać nas na wielkie rzeczy i nikt w nas nie zaszczepia potrzeby posiadania szalonych marzeń.

Być może dlatego Polska jako kraj nie wypuściła w świat międzynarodowej marki, pomimo tego, że dysponuje największymi umysłami i talentami. Szwedzi mają swoje Volvo i Ikeę, Szwajcarzy Milkę, Włochy Ferrari, Czesi Skodę, a my? Nasze marki? Marek Citko. No i ewentualnie Jan Paweł II i Lech Wałęsa.

Być może z tego powodu cieszymy się z piątych miejsc, miejsc w pierwszej „10”, czy „20”. Tworzymy sukces tam gdzie go nie ma. Nie pozwalamy naszym reprezentantom mówić, że jadą po zwycięstwo. Bo niby że to „pompowanie balonika”. Tylko skoro sportowiec wybiera się na zawody z myślą, że celem jest 1/8, czy ¼, to od razu zakłada porażkę, bo nastawia się, że i tak nie awansuje do finału. To jest właśnie ta przeciętność, której się nas uczy. Byle nie odpaść w fazie grupowej, ale też nie myślmy o finale, a co gorsza o triumfie w całej imprezie.

Jak tu potem wygrywać, gdy godzimy się z porażką jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Z takim podejściem łatwo odpuścić, gdy nogi i płuca zaczynają piec, gdy siły się kończą.

W amerykańskich ligach zawodowych nie daje się medali za pozostałe lokaty na podium. Nie ma meczy o trzecie miejsce. Tam liczą się tylko zwycięzcy. I taka filozofia daje potem efekty. Pomimo tego, że żaden mężczyzna w USA nie gra w siatkówce, ich męska reprezentacja zdobyła złoto igrzysk olimpijskich w Pekinie.

Gdy opowiadam znajomym o swoich marzeniach, czuję się jakbym mówił do nich po portugalsku. Patrzą na mnie i nie wiedzą o co mi chodzi, gdyż myślimy w zupełnie innych kategoriach – ja mówię o „jabłkach”, oni o „zaświadczeniach z sanepidu”. Dwa zupełnie różne podejścia. Ja staram się dosięgnąć gwiazd, oni twardo stąpają po ziemi.

Nie widzę w tym nic złego, ale mam w związku z tym prośbę – nie patrzcie na marzycieli jak na wariatów. Nie ściągajcie ich na ziemię. Nie zabraniajcie sportowcom, podróżnikom, aktywistom, artystom, czy komukolwiek innemu mieć ambicji i wielkich celów. Nie mówcie ludziom, że czegoś się nie da, że coś jest bezsensu lub głupie tylko dlatego, że Wam się tak wydaje. Nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo swoją postawą utrudniacie mu/jej realizację jego/jej ambitnych planów.

Najtrudniejszy krok w spełnianiu marzeń to ten pierwszy, czyli przebicie się przez zwątpienie rodziny, znajomych, społeczeństwa. Potem zostaje już tylko ta łatwa i przyjemna część.

1 Comments
  1. avatar image
    T at Listopad 15, 2018 Reply

    Zmień środowisko 🙂 Nie na takie, które będzie Cię ślepo klepać po plecach, ale na takie, które powie Ci dlaczego Twój plan MOŻE się nie udać. Dzięki temu zidentyfikujesz słabe punkty i plan się uda.

Leave a Comment

Get Exclusive Content

Sign up and we’ll send you great content!