fbpx

Bądź jak Batman, nie kieruj się strachem

Według badań, aż 80% procent naszych decyzji jest podejmowanych w oparciu o strach. Przeczytałem to w internecie, więc musi to być prawda. A skoro to prawda, to wynika z tego, że rzadziej robimy to co bardzo chcemy zrobić i zwykle nie robimy tego, czego się boimy, rezygnując w ten sposób z marzeń, przygód i realizacji celów. 

Często ludzie mnie pytają: ale nie boisz się tak? Ale chce ci się tak? Ja to bym się bał/bała. Ja to bym tak nie umiał/umiała. Pytają też, czy naprawdę kora z brzozy to taka dobra rozpałka do grilla, czy w górskim triathlonie też pływa się w jeziorze pod górę i czy faktycznie można zgubić drogę szukając swojego miejsca w samolocie. Ale to tematy na inny tekst. 

No właśnie chodzi o to, że czasami się boję, że czasami mi się nie chce i to bardzo. Staram się jednak – jak Batman – nie podejmować decyzji w oparciu o strach. Przecież od tego wszystko się zaczęło, że Bruce Wayne przeobraził swój strach przed nietoperzami w swoją największą siłę. Raczej nieźle na tym wyszedł. Jako, że wzoruję się na najlepszych, także i ja staram się nie podejmować decyzji w oparciu o negatywne emocje, czy uczucia. Podążam za swoją pasją, za tym co mnie nakręca (poza kamerami, które chcą mnie nakręcić, ich raczej unikam) i nie pozwalam sobie na rezygnowanie z czegoś tylko dlatego, że mam jakieś obawy. Często nieracjonalne. 

To nie jest tak, że się nie boję latać. Boję się strasznie i tylko na zewnątrz zgrywam kozaka, gdy rozbrzmiewa burza oklasków po spokojnym wylądowaniu w London Luton (z chęcią dołączyłbym do tłumu, bo przecież pilot uratował nam życie!). Strach ten nie powstrzymał mnie jednak nigdy przed tym, by nie spełnić swojego marzenia z dzieciństwa o podróży do USA, wizycie na meczu NBA, czy też zobaczeniu największego ziemniaka na świecie, w stanie Indiana. Nie mogę sobie na ta pozwolić, bo życie jest zbyt krótkie, jak Cinquecento podczas wyjazdu na narty. Moje życie byłoby zdecydowanie mniej barwne, gdyby nie odwiedzone miejsca i poznani ludzie. Zdecydowaną większość najważniejszych, najbardziej ekscytujących momentów w moim życiu przeżyłem w podróży. Wliczając w to odkrycie, że potrzeba 142 liźnięć, by pochłonąć całego lizaka Chupa Chups.  

Jasne, nie warto robić rzeczy głupich, faktycznie zagrażających naszemu bezpieczeństwu, czy też życiu. Ale skok z samolotu na linie nad wulkanem to jedno, a podróż w wygodnym fotelu, z wyżywieniem co trzy godziny, 48 filmami do obejrzenia i 0,000000001% szans na wypadek to drugie. To samo dotyczy obaw przed ludźmi. Wyjazd do Jemenu, ze złotym naszyjnikiem z symbolem dolara, to jedno, a wycieczka do Nowego Jorku i obiad w azjatyckiej restauracji to drugie. 

Podejmujemy decyzję w oparciu o negatywne emocje również wtedy, gdy prokrastynujemy. Robimy, a raczej nie robimy czegoś, z powodu lenistwa, albo z powodu strachu przed porażką, czy też niepewnych rezultatów. Wiem, że dużo przyjemniej jest ulec pokusie nie powstrzymywania Netflixa przed przejściem do kolejnego odcinka, ale jakże bardziej produktywny byłby nasz dzień, gdyby jednak to dobro (chęć zrobienia czegoś pozytywnego) wygrało, a nie zło (lenistwo). 

Gdy pozostajemy w tej samej pracy, której nienawidzimy tak samo jak tego momentu, gdy ktoś ci przerywa w połowie zdania, ale sam nie może nic powiedzieć, bo akurat kończy przeżuwać to co przed chwilą zaczął jeść – to też decydujemy się na to z powodu obaw przed nieznanym. Zamiast zrezygnować i spróbować pójść w kierunku, w którym zawsze chcieliśmy się ruszyć, stoimy w miejscu, bo coś może pójść nie tak. Bo nie ma sensu ryzykować i porzucać bezpiecznej przeciętności.  

Wiadomo, łatwo się mówi i pisze i sam mam problemy z przebijaniem się przez mur strachu. Świat jest jednak zbyt piękny, ludzie zbyt fascynujący, a satysfakcja z osiągniętego celu lub realizacji marzenia zbyt dobrze smakuje, żeby tego nie robić. 

Photo: Jason Cargill

Leave a Comment

Get Exclusive Content

Sign up and we’ll send you great content!