fbpx

Czemu nie ma wywiadów z księgowymi?

Dzisiaj wstałem o 4:50, żeby o szóstej być już na siłowni, bo w planie był trening ze sztangą, a resztę dnia miałem zajętą. O tej porze dnia, gdy jest ciemno jak w sercu bohatera książek Josepha Conrada, myśli pojawiające się w głowie nie motywują. O tej godzinie w telewizji pokazują powtórki pierwszej edycji Big Brothera i the best of „Śmiechu Warte”. W centrum miasta można spotkać ludzi wracających z imprezy, dla których nie jest to wczesny poranek, a późna noc. Dla których posiłek byłby kolacją, nie śniadaniem. 

Nie jest to normalna pora, a pomimo tego, na siłowni poza mną było jeszcze kilka osób. Najtwardszych osób, gladiatorów życia, aż które chciałoby się poznać. Domyślam się, że wszyscy zaczynali pracę o ósmej i chcieli wykonać swój trening przed podbiciem karty w zakładzie, by po południu mieć czas dla rodziny, dla siebie, czy dla innych swoich pasji. To jest ambicja, to jest prawdziwa pracowitość i chęć dążenia do ponadprzeciętności. 

Trudno znaleźć większego fana sportu niż ja. Grałem w piłkę nożną, siatkówkę, koszykówkę. Brałem udział w zawodach pływackich, pracuję w kolarstwie i na poważnie startuję w zawodach biegowych. Śledzę, w mniejszym lub większym stopniu, większość dyscyplin sportowych, a gdy zaczynają się igrzyska, siadam w pokoju, włączam telewizor, zamykam drzwi na klucz, klucz wyrzucam przez okno i oglądam wszystko jak (co) leci. Jednocześnie, jestem też jedną z pierwszych osób, które będą podważać rolę i osiągnięcia zawodowych sportowców, których często nazywamy – moim zdaniem na wyrost – bohaterami. Opiewamy ich wyczyny, zachwycamy się ich etyką pracy, treningami skoro świt, faktem, że skrupulatnie dbają o dietę, albo że nie odbija im woda sodowa do głowy. 

Czemu? Bo to wszystko jest po prostu elementem ich pracy. To jest ich obowiązek. Jedyne co odróżnia ich od nas, śmiertelników, to zarobki oraz fakt, że każdy ich ruch śledzą media i miliony fanów. Oni potrafią przebiec 100 metrów poniżej 10 sekund, my potrafimy stworzyć bilans za 2019. Oni potrafią trafić piłką do kosza z 7,25m, a my potrafimy przeprowadzić kampanię w mediach społecznościowych, która podnosi sprzedaż o 37 procent. Big deal.

Pani księgowa, która ćwiczy 40 minut na orbitreku o świcie przed ośmiogodzinnym maratonem w biurze – to jest wytrwałość. 12-godzinna nocka na pogotowiu i uratowanie w tym czasie życia kilku osób – to jest bohaterstwo. Trenowanie do pełnego Ironmana, przy pełnym etacie, to jest zawziętość. Przygotowanie dzieci do szkoły, wyjście do pracy, zrobienie dzieciom obiadu, wspólna zabawa i odrabianie lekcji, a po tym, wyjście na 10-kilometrowy bieg po lesie – to jest pracowitość. Powrót do formy po ciąży robi na mnie znacznie większe wrażenie, niż powrót piłkarza Bayeru Leverkusen do gry po kontuzji kolana, który ma do dyspozycji odnowę, profesjonalną rehabilitację, fachowców i niewiele obowiązków pozasportowych. Można być pod wrażeniem sprawności sportowców, można poddawać się wywoływanym przez nich emocjom, można czerpać motywację i szukać wzorców do naśladowania u prawdziwych mistrzów w swoim fachu. Ale nie wpadajmy w skrajny zachwyt i nie piszmy pieśni pochwalnych na ich cześć (i mówi to człowiek, który poleciał na drugi kontynent, by spróbować spotkać emerytowanego koszykarza, który kiedyś nosił numer 23). Mistrzowie olimpijscy nie różnią się wiele od wybitnych położnych, architektów, czy pełnomocników ds. jakości. Po prostu mają większe VO2 max, wrodzone predyspozycje, lubią aktywność fizyczną, trafili do sportu w odpowiednim wieku i zostali przez trenerów dobrze poprowadzeni. Ich 4-godzinny trening nie różni się wiele od standardowego 8-godzinnego dnia w pracy. Ba, ta nasza dniówka jest nawet bardziej męcząca, nie mówiąc już o tym, że jest po prostu dłuższa. 

W równoległym świecie, w którym wszystko jest podobne do naszego, z tą różnicą, że wszystko jest logiczne, wywiady przeprowadza się nie z piłkarzami, a przedszkolankami, które mają wieczorem jeszcze siły i motywację do tego, żeby poćwiczyć mięśnie dna miednicy. Albo z archeologiem, który organizuje wyjazdy naukowe dla całej klasy ze szkoły swoich dzieci. O takich ludziach powstają felietony. Lekarze rozdają dziesiątki autografów (bynajmniej nie na receptach), a media się zastanawiają, czy pani Krystyna postanowiła przedłużyć umowę ze swoim pracodawcą, czy jednak zdecyduje się podpisać 3-letni kontrakt z Capgemini za 856 funtów tygodniowo. Biegacz amator, który pomimo 40-godzinnego tygodnia w pracy, biega 112 kilometrów tygodniowo i dychę poniżej 32 minut, dostaje kontrakt od Nike. Dziennikarze debatują kto był najlepszym prawnikiem wszechczasów i o tym, jak Piotr, czołowy marketingowiec z lat 80-ych, poradziłby sobie w erze mediów społecznościowych.

Zawodowi sportowcy nie są bardziej wyjątkowi od nas. Każdy może być wyjątkowy, o ile będzie wkładać w to co robi pełne zaangażowanie. Chyba, że jest się jednorożcem. Wtedy nie trzeba robić nic.

Leave a Comment

Get Exclusive Content

Sign up and we’ll send you great content!