fbpx

Jak znalazłem pracę w czasie największego kryzysu


Koniec września. Dwa tygodnie przed planowanym, nadejściem nowego, małego członka rodziny. Dostaję telefon od przełożonego, że pewnie słyszałem z plotek, od innych pracowników, że nie zostanie mi przedłużony kontrakt. Dokłada do tego jeszcze kilka innych „krzepiących” zdań, na które nie wiem jak zareagować, ale ok. Niech mu będzie. Nie tak kończy się 6-letnią współpracę, ale już trudno. Przyzwyczaiłem się przez te lata, żeby zawsze spodziewać się tak niespodziewanych telefonów od niego. Przynajmniej umowa obowiązuje do końca roku, więc mam sporo czasu na znalezienie nowego zajęcia. Tylko za chwilę. Muszę jeszcze tylko zaszpachlować futryny po wymianie okien i drzwi, a potem przygotować pokój dla małego domownika. 

Nie był to najluźniejszy okres w moim życiu. 

W okolicach listopada zacząłem intensywnie przeglądać ogłoszenia i wysyłać CV. Byłem w tamtym okresie bardziej wybredny niż juror przewodnika Michelin. Mam przecież kilkuletnie międzynarodowe doświadczenie, nie będę brał niczego co nie spełnia standardów dubajskiego hotelu. 

Rekruterzy dosyć szybko zaczęli reagować na wysłane przeze mnie aplikacje, ale za każdym razem coś stawało na drodze. Czasami brakowało mi doświadczenia w danej branży. Czasami nie spełniałem jednego „myślnika” z ogłoszenia. W innym przypadku, pomimo tego, że zakres obowiązków pasował do mnie idealnie, jak kombinezon łyżwiarza szybkiego, dziękowano mi z powodu moich – i tak niewygórowanych – oczekiwań finansowych. Z niektórych rozmów kwalifikacyjnych wychodziłem dumny jakby mój #hot16challange obejrzało milion ludzi, ale potem wyłaniałem się z ostrego cienia mgły i ostatecznie wybierali kogoś innego. 

A potem przyszedł marzec i na rynek pracy wszedł najgroźniejszy z wszystkich kandydatów – koronawirus. Zrzucił z planszy wszystkie pionki i przejął większość pól. Nie powiem, sytuacja robiła się już bardzo nerwowa. Już wcześniej zaczynałem podważać swoje kompetencje, więc zamrożenie gospodarki na pewno nie pobudziło mojego entuzjazmu. Zacząłem wątpić w jakość i styl mojego CV. Zacząłem tracić wiarę w to, że nie skończę w korporacji na czwartym piętrze, przy biurku z trzema monitorami, robiąc rzeczy, których do końca nie rozumiem. Doszło do takiego momentu, że zacząłem nawet podważać kompetencje rekruterów, którzy ewidentnie nie doceniają mojego doświadczenia i nie dostrzegają potencjału. Optymizm opadał mi z każdym dniem, ale na szczęście nie traciłem spokoju. Cały czas wiedziałem, że będzie dobrze. Nie wiedziałem co to znaczy dobrze, ale wiedziałem że tak będzie. 

No i wtedy wydarzyło się coś dziwnego. 

Po tym, gdy ogłoszono stan epidemii nagle mój telefon rozdzwonił się tak, jak Huawei Lewandowskiego, gdy kończył mu się kontrakt z Borussią Dortmund. Skontaktowało się ze mną kilka firm z branż nie sportowych, na której mi najbardziej zależało, ale z działów związanych z moim profilem zawodowym. Jedne firmy były bardziej atrakcyjne od drugich, ale wszystkie traktowałem na równi i na poważnie. Do każdej rozmowy starałem się przystąpić przygotowany i otwarty na wszelkie możliwości współpracy. 

W połowie maja kończyła się trzyetapowa rekrutacja w jednej z najciekawszych firm, do jakich aplikowałem. Czekałem na email od nich z ostatecznym wynikiem. Z nadzieją, ale bez wielkich oczekiwań. Już wiele razy dochodziłem do tego etapu, ale ostatecznie zawsze wybierali tę drugą osobę. 

Otwieram mejla i czytam z niedowierzaniem – „mamy dla Ciebie przygotowaną ofertę pracy”. Ale jak to? Dla mnie? Przecież nie tak to działa. Zawsze dziękowano mi za udział i zapraszali ponownie. 

Nie wiedziałem do końca jak zareagować. Dopiero potem do mnie to dotarło i pojechaliśmy świętować do McDrive’a (przecież dalej nie miałem przychodów, a były kupony na fajny zestaw). 

Jeśli jesteś w podobnej sytuacji, w której ja byłem jeszcze kilka tygodni temu, to mam dla ciebie kilka rad, dzięki których wyjdziesz z rekrutacyjnej walki żywy i z powodzeniem:

1. Przeglądaj oferty na pracuj.pl każdego dnia, wypisując różne frazy do wyszukiwarki. Ja miałem pięć swoich ulubionych, na których mi najbardziej zależało i tak zaczynałem każdy dzień, od przeglądu rynku. Dzięki temu wiedziałem, że żadna ciekawa oferta mnie nie ominie. Przeglądaj też portale z ofertami pracy, sprofilowane na konkretne branże. Jest tam wiele ciekawych ogłoszeń, których możesz nie znaleźć na standardowych stronach. 

2. Pielęgnuj konto na Linkedin i przeglądaj oferty pracy na tym portalu. Jest to świetne miejsce do komunikacji z rekruterami. Telefon do rekrutera nie zawsze jest mile widziany, a wysłanie dobrze sformułowanej wiadomości na tej platformie nigdy nikomu nie zaszkodziło. 

3. Nie bój się pisać do rekruterów – w czasach kryzysu na dane ogłoszenie przychodzi jeszcze więcej aplikacji niż wcześniej i rekruterzy mogą mieć problem z przejrzeniem wszystkich i wybraniem najlepszych. Pomóż im w selekcji odzywając się do nich bezpośrednio. Nie tyle ten zabieg pomoże ci wyróżnić się w tłumie, co ucieszy rekrutera, któremu ułatwisz decyzję o zaproszenie na rozmowę. Oni naprawdę tego potrzebują. 

3. Nie bój się pytać o postępy w rekrutacji. W wielu przypadkach byłem upierdliwy jak dziecko podczas długiej podróży samochodowej – „Już coś wiadomo?”, „A teraz?”, „To może już?”. Oczywiście formułowałem te pytania w bardziej profesjonalny sposób i wysyłałem je w dłuższej odległości czasowej niż od „sikania” do „bycia głodnym”. Podczas rekrutacji, która zakończyła się dla mnie sukcesem, wysłałem dwa takie mejle i najwidoczniej nikt nie był tym faktem oburzony. Wręcz przeciwnie, docenili moje zaangażowanie i to, że mi zależało. 

4. Jeśli bez odzewu wysyłasz to samo CV w wiele miejsc, to być może nie ty i twoje doświadczenie jest problemem, tylko źle przygotowane resume. Skonsultuj się z kimś, kto się na tym zna i pamiętaj, by twoje CV nie tyle przedstawiało twoje doświadczenie, co sukcesy i skuteczność w działaniu. Nie chwal się tylko zakresem obowiązków, ale przede wszystkim osiągnięciami. 

5. Każdy telefon traktuj na serio, jakby dzwonili z twojej firmy marzeń. Nie ma znaczenia, czy jest to jednoosobowa działalność z Radzymina, czy Apple z Doliny Krzemowej, wszystkich rekruterów traktuj z szacunkiem i zawsze bądź przygotowany do rozmowy. Po każdej wysłanej aplikacji zrób dokładny research czym firma się zajmuje i zastanów się dlaczego chciałbyś w niej pracować. Jest to pytanie, które słyszałem praktycznie podczas każdej rekrutacji. 

6. Nie odmawiaj żadnego zaproszenia do rozmowy. Nawet jeśli uznasz po wysłaniu aplikacji, że jednak nie jesteś zainteresowany pracą w tym miejscu, a dostałeś zaproszenie na kolejny etap, to tak czy tak przystąp do rozmowy. Będziesz mógł przetestować swoje zdolności samoprezentacji, zobaczysz o co pytają rekruterzy i w praktyce przetestujesz, jak reaguje twój organizm w tak stresującej sytuacji. 

Leave a Comment

Get Exclusive Content

Sign up and we’ll send you great content!